ANNA

Ponad 30 lat zmagałam się z bielactwem nabytym. Choroba objawia się tym, iż na powierzchni skóry, w miejscach chorobowo zmienionych, z powodu braku pigmentu pojawiają się białe plamy. Choroba ta nie boli fizycznie, wydawać by się więc mogło, że skoro nie boli, to czym się martwić. Jednakże jest to potworny ból psychiczny. Dla mnie, jeszcze jako dziecka, nastolatki i dorosłej już kobiety, odczucia te były niezmienne, cierpiałam okrutnie. Najgłębsze rany zadają ludzie - brakiem wyrozumiałości. Natarczywy wzrok, nietaktowne pytania, lub - co najgorsze - porównywanie mnie do wielu zwierząt, które mają łaty, to bywało ponad moje siły psychiczne. Gdyby nie kochająca rodzina, jej wsparcie, nie wiem czy zniosłabym ten cały
ciężar smutku.
 
Lekarze, zielarze, pobyty w szpitalu, wieloletnie stosowanie leków, ziół, maści, kremów, naświetlania, leczenie różnego typu specyfikami - nic a nic nie pomagało, choroba trwała i rozprzestrzeniała się. Mozolne kamuflowanie każdej plamy samoopalaczem, ciągły stres z powodu zbliżającego się okresu letniego, stosowanie wysokich filtrów przeciwsłonecznych, chowanie się przed słońcem. To wszystko sprawiało iż frustracja totalnie odbierała mi chęć do życia a przeświadczenie że nigdy już nic się nie zmieni, wpędzało mnie w coraz niższą samoocenę, zamykałam się w sobie.
 
Uzdrowienie przyszło niespodziewanie. Pewnego dnia usłyszałam o Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach, gdzie moja mamusia wielokrotnie wyjeżdżała z pielgrzymką i nieustannie modliła się Koronką do Miłosierdzia Bożego w intencji mojego uzdrowienia. Od wielu lat miałam problemy z kręgosłupem i silny ból nie pozwalał mi już normalnie funkcjonować, więc i ja postanowiłam udać się z pielgrzymką do tego Sanktuarium z maleńką, cichą nadzieją na uzdrowienie. O bielactwie nawet nie pomyślałam, już tyle lat trwała
ta choroba, że nie wzięłam jej nawet pod uwagę.
 
W trakcie pierwszego pobytu w Sanktuarium zwróciłam uwagę na ogromną liczbę pielgrzymów z całej Polski, głośną, żarliwą modlitwę wiernych w czasie Eucharystii – taką od serca. Poczułam się tam jako część całości. Było to coś wspaniałego.Ten pierwszy raz, taki niepozorny niespodziewanie przerodził się w comiesięczne wyjazdy, za którymi ogromnie tęskniłam. Sanktuarium stało się miejscem do którego „Coś” przyciągało, bez którego w życiu „Kogoś/czegoś” było brak. Za każdym kolejnym wyjazdem odczuwałam coś niewyobrażalnie potężnego, czego nie byłam w stanie zrozumieć. Kiedy cudowny obraz Matki Bożej Bolesnej otwierał się, myślałam że coś mi się stanie z sercem, tak mocno biło. Co tam biło, ono po prostu waliło jakby chciało wyskoczyć z piersi! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłam.
 
Od około 5 lat nie mogłam płakać, w ogóle, choć czasem bardzo chciałam. A tu nagle łzy tak ogromnej radości napływały do oczu, łzy, których w ogóle się nie wstydziłam, nie mogłam ich powstrzymać. Boże, jaka to była radość, choć kościół był pełen ludzi, ja nikogo nie widziałam, byłam tylko ja i moja Matka Boska. Był to jakby płacz zachwytu, czegoś, czego nie pojmowałam, to się po prostu działo. Porównałabym to uczucie do zatonięcia w ramionach osoby, którą kocham najmocniej i która mnie kocha ponad wszystko, tylko to uczucie było spotęgowane po stokroć. Czułam jakby całe niebo wzięło mnie w ramiona, miałam wrażenie ze za chwilę umrę ze szczęścia.
 
Czegoś tak cudownego, nie można opisać, trudno ubrać to w słowa, gdyż się tego nie rozumie. Niewyobrażalna radość. To niesamowite dla mnie przeżycie towarzyszyło mi wielokrotnie w trakcie
wyjazdów do Sanktuarium. Później, już nie tylko w Sanktuarium, ale także w czasie Adoracji Najświętszego Sakramentu, podczas Eucharystii, czy też przy Błogosławieństwie Relikwiami Świętych.
 
Pewnego dnia zauważyłam, że zmiany na skórze znikają. W ciągu około miesiąca skóra stała się gładka, o jednolitym kolorycie. Nie mogłam w to uwierzyć, opanować radości. Boże mój, po tylu latach nareszcie moja skóra nie ma plam. Myślałam, że oszaleję z radości. Kochany Pan Bóg wysłuchał próśb mojej mamusi, ponieważ to Ona zawsze modliła się w tej intencji. Ja jeździłam do Sanktuarium z intencją chorego kręgosłupa a Bóg uzdrowił moją skórę. To było dla mnie niepojęte.
 
Na dowód tego, że Pan Bóg słucha naszych próśb i działa, jak chce i kiedy chce, doświadczyłam kolejnej łaski. W trakcie słuchania przez internet audycji „ Gdzie dwóch lub trzech„ modląc się w intencji innych osób, sama zostałam uzdrowiona: mój  chory kręgosłup już nie boli, rwa kulszowa odeszła bezpowrotnie. Nasz Bóg jest wielki i najukochańszy. W ciągu kolejnych miesięcy uzdrowione zostały też moje lęki, które mnie dręczyły praktycznie od dziecka, bałam się ciemności, nigdy nie chciałam zostać sama w domu na noc, bałam się zasnąć. Wszystko to już przeszłość, odeszło bezpowrotnie.
 
Pan Bóg jest hojny, obdarowuje obficie, potrafi zaskakiwać, cudownie zaskakiwać. Tak potężnego, wspaniałego Boga można tylko uwielbiać i uwielbiać, tak też czynię codziennie. Tyle łask, dla mnie takiej zwyczajnej osoby, która nie była i nie jest obrazem doskonałości. Miłosierdzie Boże jest potężne a wdzięczność  jaka rodzi się w sercu wzrasta i zakwita z każdym dniem na nowo. Doświadczyłam Boga żywego, nie Boga z jakiejś zamierzchłej przeszłości, doświadczyłam Boga tu i teraz, który jest obok nas w każdym miejscu, w każdym czasie. Jest w nas i dla każdego z nas.
 
Doświadczyłam tego, że nas kocha, kocha miłością, której naszym ludzkim umysłem nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Troszczy się o nas nieustannie, wszystko o nas wie – przecież nas stworzył - mówi do nas, tęskni za nami, pragnie relacji z nami i ma poczucie humoru. Nauczyłam się dziękować Bogu codziennie za wszystko, wcześniej tak mało dziękowałam, tak mało uwielbiałam mojego Boga. Moje wcześniejsze chodzenie do kościoła i niezrozumienie po co tam chodziłam, brak intencji modlitewnych teraz wywołuje wstyd. Przepraszam Boga, że nie słuchałam tego, co do mnie mówił, że nie miałam żywej relacji z Nim.
 
Otwierając przed Bogiem serce z ufnością małego dziecka, bez żadnego wstydu, tak, że czasem popłynie łza, zapragnęłam by to, co stare, złe odchodziło, a nowe, radosne, cudowne i czyste, rodziło się we mnie. Doświadczam czegoś, co wychodzi poza moje ludzkie myślenie, co może odczytywać tylko moje serce: doświadczam codziennie Boga żywego. Tu i teraz.
 

Daria

Mam na imię Daria i mam 15 lat. 3 lata temu zachorowałam na nerwicę lękowa. W tym okresie nie czułam, że żyje, cały czas spędzałam w domu, najmniejszy ruch sprawiał mi lęk, a musiałam chodzić do szkoły, uczyć się itd. To wszystko mnie przerastało przez co jakby wszystkiego było mało wpadłam w depresję. Nigdzie nie wychodziła, zamknęłam się w sobie i całymi dniami leżałam w łóżku. Byłam tylko wrakiem człowieka. Nie widziałam już zupełnie ratunku, byłam załamana, przez co miałam myśli samobójcze. Mama wyciągnęła mnie do lekarza. Moja pierwsza wizyta u psychiatry była straszna. Siedziałam cala we łzach. Wiedziałam, że lekarka nie mogła mi za bardzo pomóc, ponieważ byłam młodą osobą z tą dolegliwością. Dostałam lekarstwa. Dokładnie leki psychotropowe, które uzależniały. Czułam się po nich tak beztrosko, nic mnie nie interesowało, ale ten stan był dziwny, męczący. W pewnym momencie zapisałam się do chóru kościelnego - scholi. To tak naprawdę zmieniło moje życie o 180°. Śpiewałyśmy na koncertach Uwielbienia, mszach o uzdrowienie i uwolnienie, czuwaniach modlitewnych itd. Wtedy Jezusa wkroczył w moje życie i zaczął działać. Zmienił mnie.  Po kilku latach proszenia, Bóg zabrał z mojego życia lęki i wziął je na krzyż. Zrobił to o co prosiłam. Przyszedł w lekkim powiewie wiatru. Dotknął mnie. Wtedy wszystko się zmieniło zupełnie - zaufałam Mu, a on mnie uzdrowił. Postanowiłam skończyć z lekami stosowanymi przez bardzo długi okres czasu. Nie było to możliwe by skończyć z nimi z dnia na dzień, jedyny możliwy sposób przerwania leków to odkładanie ich przez pół roku.  Ja zrobiłam to z dnia na dzień. Nastąpił efekt uboczny, a konkretnie efektem ubocznym było zatrzymanie akcji serca. Mogłam tak naprawdę tego nie przeżyć. W tej sytuacji Bóg mnie ocalił. Bóg czuwa nade mną i zabrał moją chorobę, lęki, depresję i wszelkie inne objawy. Wiem, że on nade mną czuwa, troszczy się o mnie każdego dnia i postawia na mojej drodze ludzi, którzy mnie wspierają. Chwała Panu!

Sylwia

Zapukałeś mój Jezu po raz kolejny do drzwi mojego serca. Przed tym jednak musiałam upaść. Doświadczyć wielu przykrości, upokorzeń, zranień. Wieloletnich problemów ze zdrowiem, nierozumianych dręczeń oraz zmierzyć się z nieuleczalną chorobą. Nigdy nie miałam do Ciebie żalu za ten cały ciąg przykrych zdarzeń od momentu moich narodzin, ale też nie potrafiłam zbudować relacji , które by nas zbliżyły. Za pewne nie raz podejmowałeś próbę , by do mnie dotrzeć, ale moje zatwardziałe od bólu, żalu ,ale i egoizmu serce nie było skłonne usłyszeć Twych nawoływań .W ciągu ostatnich trzech lat Choroba Parkinsona z którą się zmagałam z miesiąca na miesiąc niszczyła coraz bardziej mój stan fizyczny , ale i psychiczny, dokładając do tego cały szereg powikłań i najrozmaitszych objawów. Na przełomie stycznia i lutego tego roku doszłam do momentu , w którym żegnałam się z życiem. Pogrążona w bólu towarzyszącym przez dwadzieścia cztery godziny na dobę , w zupełnej bezsilności , totalnym załamaniu .Wkradającej się depresji , poczuciu osamotnienia i rozpaczy w końcu usłyszałam Twoje pukanie. Nic nie narzuciłeś , nie nakazałeś , po prostu najdelikatniej złożyłeś propozycję, wstrząsając mną jednocześnie w poczuciu, iż stało się coś zupełnie wyjątkowego. Podążyłam za Twoim słowem, a Ty Panie przez kolejne dwa miesiące, z dnia na dzień wyprowadzałeś mnie z wszystkich najgorszych i najciemniejszych stron mojego życia. Prowadziłeś niczym dziecko za rękę , wskazując po kolei , co należałoby zrobić. Najważniejszymi punktami okazała się szczera spowiedź ,Komunia święta , ale i cały proces wybaczania , który okazał się kluczem do mojego nawrócenia i uzdrowienia. W pierwszy piątek miesiąca poprzedzający Niedzielę Bożego Miłosierdzia , podczas mszy świętej zostałam całkowicie uzdrowiona. W tamtej chwili moje ciało i moja dusza zostały uwolnione od wszelkiego dręczenia, bólu i zniewolenia. Wszelkie zło, z którym się zmagałam przez te wszystkie lata zniknęło. Pozostałeś Tylko Ty Jezu , Twoja niepojęta miłość I morze miłosierdzia. Nigdy wcześniej, nawet jako dziecko , nie czułam się tak szczęśliwa wolna, zdrowa i wypełniona miłością. Panie Jezu dziękuję Ci za to ,że nigdy nie zwątpiłeś we mnie ,że pukałeś do skutku i że tak ogromnie mnie pokochałeś. Choć tak po ludzku jest niezmiernie trudno w to uwierzyć, mówię wszystkim : jestem tu , zupełnie zdrowa ,szczęśliwa ,pełna pokoju w sercu i Bożej Miłości. Tak , jak jest nasz Pan, wiecznie żywy i obecny, walczący do końca o każdego z nas i miłujący nas na wieczność. Panie Jezu oddaję Ci moje serce i dziękuję za wyjątkowy dar łaski!

Chwała Panu !

Sylwia

Aurelia

Świadectwo Aurelia

 

Pragnę dać świadectwo z uzdrowienia mnie od nałogu nikotynowego. Jestem osobą wiekową, palę z małymi przerwami ponad pół wieku. Byłam na modlitwie o uzdrowienie w adwencie i tam po raz pierwszy modląc się prosiłam Pana by zabrał moją niemoc, bo sama nic nie zrobię. Zresztą próbowałam skończyć z paleniem naście razie i zawsze były powroty. Teraz wiem, że zostałam uleczona, bo nawet myśl o tym, że mogłabym zapalić mnie nie nachodzi. Również ten głód nie zastępuje słodyczami, co kiedyś robiłam.

Dziękuję Ci Panie za tę łaskę.

 

 

Chwała Panu.

 

Aurelia

Kasia

Świadectwo Kasia

 

Uzdrowienie

 

Chce się podzielić ze wszystkimi moim szczęściem bycia naprawianym przez Boga. Moje życie jest trudne: mąż jest uzależniony,  przez co z 2 malutkich dzieci musiałam uciekać od niego. Bardzo go kocham, ale zaczął nas krzywdzić, coraz bardziej niszczyć rodzinę...mogę powiedzieć, że to on mnie opuścił już dawno temu.

 

Dzieciaki są jeszcze malutkie, ale to co się działo bardzo odbiło się na nich zwłaszcza na córce, która od 1,5 roku budziła się do kilku razy z krzykiem i histerią co noc... Malutki też spał niespokojnie: standardowo wstawałam od 2- 5 razy w nocy do niego.

 

Mąż jak tylko może tak już tylko na odległość mści i nienawidzi mnie.

 

Zaczęłam wreszcie nienawidzić życia. Przestałam się cieszyć dziećmi, straciłam radość i swój optymizm, przyjęłam, że tak już będzie, bo to mój krzyż,  moje złe wybory, moje konsekwencje naiwności...

 

Coś pchnęło mnie na mszę z modlitwa o uzdrowienie. Nie umiałam poprosić o nic, bo nie wiedziałam od czego zacząć...Pomyślałam tylko " Boże Ty wiesz czego mi trzeba najbardziej,  proszę pomóż mi "...

 

Wróciłam do domu i nic się nie działo, tylko w środku męczące myśli bym poszła do spowiedzi wciąż i wciąż nie dawało mi to spokoju - poszłam i zostałam uzdrowiona! Bóg jakby czekał na moje czyste serce...  To niesamowite uczucie; w jednej chwili zabrał mi całą nienawiść, złość, smutek wszystkie negatywne myśli...Budzę się z uśmiechem na twarzy i jestem autentycznie szczęśliwa...On mi dał siłę do stawienia czoła temu wszystkiemu co mam. Ale to nie wszystko; moje dzieci przestały budzić się z krzykiem w nocy... Mąż zadzwonił i po raz pierwszy od prawie roku rozmawiał ze mną. Wiem że Bóg otworzy mu wreszcie oczy, po prostu to wiem. Życie bez Jezusa jest puste, smutne i prowadzi donikąd tak mi żal, że mój mąż tego nie widzi, bo mógłby być wreszcie szczęśliwy, z tym co ma.

 

Bóg uleczył moje serce...tego szczęścia się nie da opisać - bo po ludzku z czego mam się cieszyć w mojej sytuacji?

Jak mam dziękować Ci Panie za pomoc??? 

Bóg wie czego nam trzeba najbardziej w końcu jesteśmy Jego własnością... :)

Kasia

Paulina

Paulina

Świadectwo Matki

 

    Pragnę z całego serca podziękować Bogu , św. Ricie i św. Ojcu Pio za łaskę uzdrowienia mojej córki. Basia urodziła się jako zdrowa dziewczynka, w skali Apgar otrzymała 9 pkt. W 2- ej dobie życia stan Basi się pogorszył, stwierdzono zapalenie płuc. Dla mnie i dla rodziny była to bardzo straszna informacja, bardzo to przeżyłam ale wierzyłam, że Bóg jest ze mną i usłyszy moje błagania. Cały czas miałam w głowie cytat z ewangelii św. Łukasza– „Proście a otrzymacie, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a będzie wam otworzone”. Modlitwa mnie uspokajała, pozwalała myśleć pozytywnie. Rodzina cały czas wspierała mnie i modliła się o zdrowie Basi. Podjęto leczenie, ale stan się nie zmieniał. W kolejnych dniach stan się pogorszył zaczęła spadać saturacja. Podjęto transport córki do Łodzi. Przed wyjazdem zdecydowaliśmy z mężem na chrzest Basi. To był wzruszający moment nie tylko dla Nas rodziców, ale i dla rodziny, personelu a nawet i dla samego kapłana. Bóg przyjął z radością moja córkę do wspólnoty chrześcijańskiej , teraz wszystko w Jego rękach. W szpitalu w Łodzi szybko postawiono diagnozę – wrodzony skręt jelit. W 6- tej dobie podjęto decyzję o zabiegu. Operacja trwała ok. 2 godzin. Cały ten czas spędziliśmy z mężem na żarliwej modlitwie pod blokiem operacyjnym. Rodzina uczestniczyła we Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie. Operacja zakończyła się sukcesem, bez większych komplikacji. Po kilkunastu dniach zostaliśmy wypisani do domu. Bóg poprowadził Basię przez ten trudny okres. Basia nie długo skończy rok jest pogodnym, zdrowym dzieckiem. Myślę, że uratowała Nas wiara. To doświadczenie nauczyło Nas wiele pokory, zmieniło jakość naszego małżeństwa. Pan Bóg dał nam znak, żebyśmy się zmienili, to nie była kara to było błogosławieństwo.

Dziękuję Ci św. Rito i św. Ojcze Pio, chwała niech Wam będzie!

 

Paulina

Małgorzata

 Mam na imię Małgorzata i chce przedstawić swoją historię uzdrowienia.

Jako dziecko zostałam bardzo skrzywdzona przez moich rodziców. Szczególna rolę w moim wychowaniu odegrała ukochana babcia. Dala mi swoją miłość, poczucie bezpieczeństwa, nauczyła mnie modlitwy oraz miłości do Boga, Matki Bożej i drugiego człowieka. Szczególnie pokazała mi, że należy kochać i szanować starszych ludzi. Bardzo kochałam jej starszą siostrę, która mimo swoich chorób codziennie do nas przychodziła.

Miłość do ludzi nie zawsze tak pięknie w moim życiu wyglądała. W szkole podstawowej przeszłam traumę, ponieważ moja mama przez około 15 lat piła alkohol – wszyscy się z nas wyśmiewali. Łącznie z nauczycielami, którzy nie skąpili swoich uwag i pogardy. Nienawidziłam ich za to. Nie rozumiałam dlaczego niesprawiedliwie mnie oceniają i wyśmiewają się ze mnie. Dopiero w szkole średniej wszystko się zmieniło – bo tu prawie nikt mnie nie znał.

Czytaj więcej: Małgorzata

Antonina

Moje świadectwo uzdrowienia i nawrócenia

 

W moim życiu nie wszystko było tak jak powinno być. Mój pierwszy związek małżeński rozpadł się po 23 latach. Potem przez 20 lat żyłam z mężczyzną w związku cywilnym. Oddaliłam się od Boga. Jezus przyszedł do mnie w osobie poznanej na korytarzu szpitalnym. Poczułam, że jest to osoba jakby znana mi od dawna.

 

Miesiąc wcześniej dowiedziałam się, że mam nowotwór jelita grubego. Guz zamknął drożność jelita. Poprzez szereg sprzyjających okoliczności szybko zapadła decyzja o operacji. Czułam jakby to wszystko działo się obok mnie. W szpitalu do sali, w której leżałam przyszła Eugenia – osoba, którą poznałam w kolejce do badań – przyniosła różaniec i zaprosiła mnie do wspólnej modlitwy Koronką do Miłosierdzia Bożego. Wtedy nie znałam tej modlitwy, ale od tamtej pory jest moją codzienną modlitwa. Czułam, że to wszystko działo się z woli Bożej. Jezus był przy mnie i wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Operacja udała się z wielkim powodzeniem i nie było potrzebne leczenie chemią.

 

Wierzę szczerze w Wielkie Miłosierdzie Boże bo tego doświadczyłam i moja wiara jest teraz głęboka i pełna ufności w Panu.

 

Od trzech lat należę do wspólnoty modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym, co również zawdzięczam Jezusowi.

 

Chwała Panu!

 

Antonina

Marzena z Irlandii

Uzdrowienie z raka piersi

 

3 mc-e temu otrzymałam diagnozę wieloogniskowego raka piersi zajmującego 9 cm tkanki, nie rokowalo to dobrze...Przeszłam serie skomplikowanych badan które wykazały, ze rak znajduje się też w lewej piersi. Groziła mi obustronna mastektomia, chemioterapia, radioterapia i hormonoterapia. Dodam tez, że mam 6-letniego synka który choruje na autyzm. Mój świat się zawalił...Na początku nie potrafiłam się modlić...byłam tak zdruzgotana i zła na Boga...Parę lat temu byłam na pielgrzymce tutaj w Irlandii, gdzie mieszkam i dostałam od pewnej Pani Mystical rose petal, blessed by Jesus and Mary in New York. Położyłam sobie ten płatek na chorej piersi...Poszłam na spacer i płakałam bo nie potrafiłam się więcej modlić. Wracając ze spaceru ujrzałam przez 1 sekundę Pana Jezusa bardzo blisko mnie z czerwona różą w ręku którą mi podał, a róża ta wtopiła się w moją klatkę piersiową. Poczułam ciepło i spokój. Po mastektomii prawej piersi okazało się ze guz który początkowo wykryła biopsja zniknął!!! Znaleziono tylko malutki 25 mm guzek, mało złośliwy, nie potrzebuje żadnej chemii ani radioterapii!!! Węzły chłonne tez są czyste! Lewa pierś również jest zdrowa.

 

Chce wydać to świadectwo, aby każdy kto jest chory ufał i modlił się, Pan Jezus i Maryja opiekują się nami zawsze. Bóg jest wielki, Chwała Bogu!!!

 

Marzena z Irlandii

Marlena

Mam na imię Marlena. Chciałam podzielić się swoim świadectwem uzdrowienia mej duszy. Nastał czas, że mój tato został skierowany na operację bajpasów-na otwartym sercu. w moich myślach pojawił się strach oraz rozpacz. Jak mam to wszystko przeżyć. Pomyślałam nie dam rady. Wracając z pracy każdego dnia do domu modliłam się o łaskę uzdrowienia dla taty. Po pewnym czasie zaczęłam przeglądać strony internetowe -zrozpaczona ucieczka do świata wirtualnego. W pewnym momencie pojawiła się strona mojej parafii oraz, że o 18:00 odbędzie się msza z intencją uzdrowienia. Poczułam, że muszę tam pójść, podarować wszystko Panu. Podzielić się z nim smutkiem w mym sercu. I stało się znalazłam się pierwszy raz na tej mszy . Całą mszę płakałam. Ale czułam, że jest przy mnie Pan Jezus. Patrzy na mnie ociera me łzy. Podczas modlitwy usłyszałam słowa które były skierowane do kobiety:,, Nie martw się będzie wszystko dobrze. Nie zostawię Cię''. Poczułam wielką radość w mym sercu. Ze Pan tuli mnie do siebie, że jest przy mnie. Przeżyłam coś niesamowitego;)!!!! Ciepło w mym sercu. Nadal pragnę uczęszczać na te msze. Tata przeszedł operację bez komplikacji wszystko się udało. Wiem ,że to Pan miał w sobie tą wielką moc która pozwoliła nam to przetrwać. Pragnę być przy nim i powierzać swoje życie oraz rodzinę. Chwała Tobie Panie !!!!!!

Marianna

Mam na imię Marianna. Chcę się z wami podzielić moim świadectwem uzdrowienia przez Pana. We wrześniu 2014 roku byłam na wyjeździe szkolnym we Francji, spaliśmy u korespondentów wcześniej poznanych. W połowie pobytu zachorowałam na dość poważną chorobę mononukleozę, która objawiała m.in. się silnym zapaleniem migdałów, ściskiem szczęki, wysoką temperaturą. Jednak Pan nie zostawił mnie w tym wszystkim samą sobie. Pewnej nocy, w której choroba miała swoje apogeum, powiedziałam tylko słowa, „Panie Ty działaj, bo ja już nie mam siły”. Wiedziałam jednak, że cała rodzinka jak i wspólnota modlą się w mojej intencji. Po niedługim czasie kiedy leżałam w całkowitej niemocy, poczułam delikatny dotyk, ciepło na moim policzku, który uśmierzył ból migdałów, moja szczęka przestała być tak silnie ściśnięta – nie miałam już żadnych wątpliwości, że to dzieło Pana, tym bardziej kiedy nagle zniknęły ropienie z migdałów. Kolejnym błogosławieństwem od Boga było to, że mieszkałam u rodziny, w której rodzice byli lekarzami, którzy troszczyli się o moje zdrowie. W bardzo szybkim czasie powracałam do zupełnego zdrowia, co było czymś niemożliwym, gdyż choroba ta utrzymuję się do 3tygodni – oni sami byli zadziwieni tym co się dzieję. Wiem, że Pan nigdy nas nie zostawi, nawet w tych sytuacjach, które wydają się wyjątkowo bez wyjścia. On Nas kocha takimi jakimi jesteśmy, nawet gdy czujemy się niegodni jego uzdrowienia.

 

CHWAŁA PANU


koronka do miosierdzia boego